“Hardkor Disko” bez hardkoru

{okładka DVD filmu “Hardkor Disko”, źródło}

 

Recenzja zawiera spoilery dotyczące fabuły filmu.

Debiut reżyserki Krzysztofa Skoniecznego (znanego wcześniej głównie jako aktora i reżysera teledysków Brodki czy Myslovitz), mający premierę w kwietniu 2014 roku, wygrał trzy Złote Lwy (dla najlepszych zdjęć, debiutu reżyserskiego i aktorskiego) i Złotą Żabę dla najlepszego operatora na Festiwalu Camerimage. O filmie było głośno za sprawą małego budżetu (sto tysięcy złotych zostało zebrane przez samego reżysera i jego rodzinę bez finansowego wsparcia przez państwo) jak i nietypowego soundtracku (od Anny German przez Bajm do Sorry Boys).

Film Skoniecznego opowiada o Marcinie, tajemniczym chłopaku, który przyjeżdża do wielkiego miasta z pewną misją. Spotyka Olę i razem z nią imprezuje, poznaje świat pełen narkotyków, alkoholu i nielegalnych wyścigów. Młodzi zakochują się w sobie, jednak przeszłość Marcina nie daje o sobie zapomnieć i postanawia on wypełnić wcześniej zaplanowane zadanie.

Rodzina głównej bohaterski to artyści z niespełnionymi marzeniami: matka pracuje jako scenograf w znanym teatrze, a ojciec jako architekt dla jednego z ogromnych przedsiębiorstw. Próbują być „cool”, mają liberalne poglądy (między innymi pozwalają Oli na branie narkotyków) i starają się żyć „na luzie”, co tak naprawdę jest tylko pozą i próbą ucieczki przed upływem czasu. Ich córka ma nieograniczoną wolność, co jednak może odebrać poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa.

Marcin tak naprawdę wchodzi do ich życia bez pukania, zaczepia Olę na klatce schodowej, szukając jej rodziców (można się tylko domyślać dlaczego, nie jest to powiedziane w filmie), a po imprezie lądują razem w łóżku… Potem chłopak je wspólnie śniadanie z jej matką i ojcem, co im wcale nie przeszkadza, skoro pozwalają córce na wiele innych, gorszych rzeczy niż noc z nieznajomym. Marcin poznaje ich bliżej, niż można by przypuszczać. Realizuje swój misterny plan, który nie przewiduje szczęśliwego zakończenia dla rodziny Oli.

Jednym z głównych założeń twórców „Hardkor Disko” było pokazanie rozkładu nowoczesnej rodziny, sztuczność świata bogatych i panującego w nim pozornego szczęścia zdobywanego za pomocą alkoholu i narkotyków. Po głębszej analizie filmu można uznać to zadanie za wykonane, lecz niezadowalająco.

Zdecydowanie największą zaletą filmu są aktorzy. Ich role nie są jednowymiarowe, a widz może odczuwać sympatię do głównego bohatera, mimo tego, co zrobił. Główną „gwiazdą” jest zdecydowanie Marcin Kowalczyk. Nie musiał mówić zbyt wiele, aby pokazać swój talent, zresztą jego postać więcej „robi”, niż „mówi”. Debiut Jaśminy Polak (grającej Olę) również można zaliczyć do udanych, także jej filmowi rodzice (grani przez Janusza Chabiora i Agnieszkę Wosińską) stanęli na wysokości zadania.

Warto też wspomnieć o zdjęciach – nie bez powodu Kacper Fertacz otrzymał za nie nagrodę na Festiwalu Camerimage. Udało mu się uchwycić metropolię, w której każdy żyje w szybkim tempie, imprezuje i stara się nie myśleć o ważnych sprawach. Pokazał bohaterów takich, jakimi są i obnażył ich sekrety, tylko pozornie szczęśliwe życie. Można mu zarzucić, że niektóre ujęcia były zbyt długie i mogły nużyć widza, na przykład pokazywanie samego jadącego samochodu, jednak nie było ich tak wiele, aby ocenić jego pracę negatywnie.

I niestety na tym zalety się kończą. Początkowa scena filmu – stare, rodzinne nagranie, na którym widzimy może ośmioletnią dziewczynkę śpiewającą „Kaczkę dziwaczkę” – może wzbudzać w widzu lekkie zmieszanie (tak było w moim przypadku). Fragmentów nagrań z takich starych kaset jest więcej, ten zabieg zdecydowanie zwalnia akcję i nie wnosi niczego do fabuły. Być może reżyser chciał pokazać prawdziwe rodzinne szczęście, jednak nie jestem pewna, czy śpiewająca i tańcząca dziewczynka może to odzwierciedlać. Film i tak jest krótki, więc te sceny z dzieciństwa nie wydają mi się potrzebne, bardziej przeszkadzają, niż pomagają w zrozumieniu treści.

Reżyser wręcz „na siłę” wrzucił do dialogów cytaty z filmów Jarmuscha, które tak naprawdę niczego nie wnoszą, ani nie pomagają w interpretacji. W jednym z wywiadów przyznał się, że chciał także nawiązać do „Teorematu”, ale „Hardkor Disko” brak takiej głębi, jak w dziele Passoliniego. Jedynie udało mu się pokazać sztuczność pozy rodziców Oli, udawanego „wyluzowania” i przymykania oko na zachowanie córki. Świat bogatych został sportretowany jako piękny z zewnątrz, lecz pusty w środku.

Scenariusz „Hardkor Disko” nie jest do końca spójny, ma kilka luk. Można odnieść wrażenie, że reżyser trochę się pogubił, chcąc zrobić z tego filmu filozoficzny traktat, wręcz antyczną tragedię (do czego sam się przyznaje). Nie wspominając o tym, że tak naprawdę nie dowiadujemy się, dlaczego Marcin chciał się zemścić na rodzicach Oli, brak na to jakiś poszlak, a jednak Marcin musiał mieć jakiś motyw, aby popełnić taką zbrodnię.

Film tak naprawdę nie wyczerpuje tematu, mógłby być dłuższy, a nie przypominać teledysk. Sam reżyser próbuje wyjaśnić, co miał na myśli, kręcąc „Hardkor Disko”, choć można odnieść wrażenie, że jego tekst ma w sobie więcej treści niż sam film, a dopiero po jego przeczytaniu wszystkie elementy układają się w całość. Tak jakby Skonieczny miał pomysł na swój debiut, ale nie udało mu się go do końca zrealizować, a potencjał miał ogromny. Od razu po obejrzeniu można odnieść wrażenie, że chciał zrobić film inny niż te, które robione są w Polsce. Udało mu się to od strony wizualnej i dźwiękowej, lecz scenariusz potrzebowałby większych poprawek.

Tytuł także nie przypadł mi do gustu, dopiero po wyjaśnieniach reżysera („Hardkor” to (…) coś zaskakującego, brutalnego i bezwzględnego, a z drugiej strony atrakcyjnego i nęcącego niebezpieczeństwem. Zaś „disko” to coś z zeszłej epoki, to hasło pokolenia naszych rodziców, z którego bije specyficzna nostalgia”) mogłam połączyć go z fabułą filmu.

Wydaje mi się, że Skonieczny musiał napisać dodatkowy tekst wyjaśniający treść swojego debiutu, aby można z niego wręcz „wyciągnąć” więcej niż tylko po samym seansie. Można to traktować jako wadę, lecz warto pamiętać, że to jego pierwszy film fabularny i wiadomo było, że nie będzie idealny. Jednak i tak można zaliczać go do udanych debiutów, porównując z innymi filmami polskimi z 2014 roku, wyróżnia się ciekawymi zdjęciami i nietypową fabułą.

Zainteresowałam się „Hardkor Disko”, gdy zobaczyłam, że jeden z moich ulubionych polskich pisarzy, Jakub Żulczyk, poleca ten film, gdyż przyjaźni się z reżyserem. Nie chciałabym napisać, że się na nim zawiodłam, jednak zdecydowanie liczyłam na więcej. Ale skoro to debiut Skoniecznego, jego następne filmy z pewnością będą lepsze. Będę bacznie obserwować jego karierę, ponieważ wydaje mi się, że z takimi pomysłami i ekipą stworzy naprawdę ciekawe dzieła. Oby następnym razem udało mu się zebrać większe fundusze, to wtedy być może bardziej skupi się na dopracowaniu scenariusza.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s